Miłosny bluszcz: gdy miłość spowija i dusi…

Związek może pachnieć jak espresso – pobudza, owija, rozgrzewa od środka. Ale co, gdy ta intensywna woń to już nie aromat spontanicznej bliskości, a zapach zależności? Przy kawie w naszym podcaście „Przypadki Miłosne” z Violą i Anią rozbieramy na czynniki pierwsze kobiecą figurę „bluszczu” – taką, co potrafi być miękka jak kocyk i równie trudna do zdjęcia. Bo miłość, która nie pozwala swobodnie oddychać, wcale nie musi być duszna z powodu namiętności.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Bluszcz w doniczce – od fascynacji do fiksacji

Zacznijmy od klasyki: on poznaje ją – śliczną, delikatną, trochę nieporadną, z rozczulającym „przepraszam” na ustach. Coś w nim klika: „Jest taka krucha. Muszę ją chronić.” W pierwszych tygodniach to niemal erotyczne: opieka jest sexy. Mężczyzna czuje się potrzebny, wyjątkowy – w końcu kto inny tak dobrze ją zrozumie?Ale bywa, że ta opiekuńczość zamienia się w codzienny etat – bez urlopu i płatnych nadgodzin. Bluszcz nie tyle chce towarzyszyć, co stopniowo zarasta partnera. Od:> „Kochanie, mógłbyś mi pomóc?”do:„Ale jak ja mam bez ciebie cokolwiek zrobić?”To cienka linia między czułością a fiksacją. On nie wie już, czy to jeszcze miłość czy opieka społeczna na pełen etat.

Jak młoda bluszczyca zrodziła się kiedyś…

Tutaj robi się ciekawie psychologicznie. „Bluszczowa” postawa nie spada z nieba. Niektóre kobiety uczą się jej wcześnie – bo kiedyś musiały.Czasem tata znikał lub był wiecznie nieobecny – emocjonalnie lub fizycznie. Czasem wręcz przeciwnie: rodzice dawali wszystko, wyręczali, nie pozwalali dorosnąć. Efekt podobny – wyuczona bezradność.To przekaz międzypokoleniowy:> „Jeśli chcesz, by cię kochano, bądź krucha.”„Nie musisz umieć sama, znajdź kogoś, kto cię wyręczy.” Nie jest to plan spiskowy – raczej głęboko zakorzeniona strategia przetrwania. W dzieciństwie działała. W dorosłości rozwija korzenie w sercu związku.

Psycho‑miłosna gra ról i ryzyko utknięcia

Wszystko zaczyna się słodko. Ania w naszej rozmowie wspominała takie „syropy” w związku:> „A ja mu robię kanapki w kształcie serc! A on mi masażyk!”Ale potem to nie tylko masaż. To pytania: „Dokąd jedziemy na święta?”, „Z kim mam się spotykać?”, „Ale przecież ty to wszystko załatwisz!”Bluszcz nie chce kontrolować agresywnie – on kontroluje przez zależność. Nie trzeba krzyczeć ani grozić. Wystarczy zasugerować, że bez partnera się nie da. „Nie dam rady sama” jest najdelikatniejszym szantażem emocjonalnym, jaki wymyśliła ludzkość.Efekt? Partnerzy mogą czuć się zaszczyceni… dopóki się nie zmęczą. To właśnie w terapii par często wychodzi:> „Kiedyś czułem się potrzebny. Dziś czuję się uwiązany.”

Kiedy mężczyzna zaczyna mówić „dość”

Nie od razu. Zaskakująco długo facet znosi rolę opiekuna. Bo to trochę przywilej – być niezastąpionym. Koledzy mówią:> „Ale masz laskę, co bez ciebie nie może.”Duma rośnie. Ale potem przychodzi rachunek: zero własnego życia. Zmęczenie. Frustracja. Bo opiekowanie się to praca, której nikt nie docenia.Coraz częściej w piwiarni słyszy:> „Weź stary, ogarnij. Co ty, pantofel?”Wtedy zaczyna się wstyd. A z nim gniew. Bo kiedy zaczyna mówić „dość”, ona czuje się zdradzona – jakby porzucił małe dziecko.I znów: nie ma tu złoczyńców. Są ludzie, którzy nie wiedzą, jak inaczej kochać.

Równowaga kontra bluszcz: receptury terapii par

Podkastowy motyw przewodni: „Nie każda opieka jest zła.” Miłość to przecież także troska. Ale zdrowa relacja opiera się na tym, że obie osoby potrafią żyć samodzielnie. W terapii par próbujemy znaleźć odpowiedzi na pytania:> „Co zyskujesz, będąc opiekunem?”„Co zyskujesz, będąc bezradną?”Czasem okazuje się, że te role to system nagród i kar z dzieciństwa. Inne pytanie terapeutyczne:> „Co by było, gdybyście mieli własne hobby, znajomych, przestrzeń?”W zdrowym związku nie trzeba rezygnować z siebie. Dorośli partnerzy mogą się sobą opiekować, ale nie muszą się ratować.

Czasem trzeba się przyznać – „lubię, jak ktoś mnie wyręcza.”

Ale warto zapytać – czy to jeszcze miłość, czy już układ z opiekunem? Dlatego w podcaście „Przypadki Miłosne” zachęcamy do trudnych pytań – sobie i partnerom. I do śmiechu – bo dystans ratuje przed zarośnięciem emocjonalnym bluszczem.

Polecamy: podlinkuj ten tekst przyjaciółce, wyślij chłopakowi, albo – najlepiej – pogadajcie o tym razem. Bo o miłości warto rozmawiać, zanim zamieni się w duszną dżunglę.

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Kobieta bluszcz”, słuchaj tu: https://open.spotify.com/episode/5gX8PgHMYpgNAJTI6UVkgf?si=bueAZyJ_ReueeFS330VYBA Podcast dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.