Nie jesteś głupia. Jesteś uczuciowa. A to różnica zasadnicza

Znowu ktoś nabrał kobietę na miłość. Znowu ktoś mówi, że „sama sobie winna”. I znowu nikt nie widzi, że to nie głupota, a uczuciowość została wykorzystana. Ten felieton jest o nas wszystkich – tych, które kiedyś chciały kochać za bardzo i za wcześnie.

Aplikacje randkowe miały być jak bar XXI wieku. Wchodzisz, poznajesz, może zaiskrzy, może nie. Tymczasem Tinder nie przypomina baru. Bardziej przypomina kasyno. I to takie, gdzie stawka to twoje emocje, a czasem nawet konto oszczędnościowe. Czy któraś z nas naprawdę wierzy w to, że milioner szuka miłości na Tinderze, używając translatora i zdjęcia z okładki „Men’s Health”? Oczywiście, że nie. Ale – i tu leży pies pogrzebany – wierzymy w możliwość miłości. Boimy się przegapić moment. I tę właśnie furtkę emocjonalną wykorzystują oszuści.

Komplementy z Harlequina i pułapka czułości
Zaczyna się banalnie. „Jesteś najpiękniejsza.” „Czekałem na ciebie całe życie.” „W końcu ktoś mnie rozumie.” Takie frazy brzmią jak wycinki z taniego romansu. Ale dla kobiety, która długo była niewidzialna, one są jak balsam na duszę. Zadziała? Zadziała. To mechanizm sekt: najpierw zalew ciepła i uwagi, potem test emocjonalny („wiesz, mam chore dziecko…”), a na końcu dramat („przyjechałbym, ale nie mam pieniędzy…”). Gdy już dałaś serce – portfel otwiera się sam. Nie z głupoty. Z miłości.

Za dobra, za empatyczna, za bardzo chcąca pomóc
Być może niektóre kobiety są „zbyt miłe”. I tak, niektóre mają ten nieszczęsny rys opiekunki – tej, co wszystko udźwignie. Tych właśnie szukają oszuści. Bo wiedzą, że gdy się opowiesz zranionej kobiecie swoją historię – ona cię nie zostawi. Będzie cię ratować. I właśnie wtedy przekraczasz granicę: stajesz się ofiarą. Ale – i powiedzmy to głośno – to nie znaczy, że jesteś słaba. To znaczy, że jesteś człowiekiem. Z krwi, kości i emocji. A emocje są łatwe do zmanipulowania, jeśli masz serce na dłoni.

Nie wstydź się. Mów. I ucz się
Nie każda z nas się przyzna, że dała się nabrać. Wstyd to potwór większy niż oszust. Ale właśnie dlatego trzeba mówić. Głośno. Do przyjaciółki, do policji, do świata. Bo każda historia uratowana przed ciszą, może uratować inną kobietę.I kiedy ktoś znów powie: „Bo one są głupie”, odpowiedz: „Nie. One były uczuciowe.” To różnica zasadnicza.

Historia jednej randki, która nigdy nie nadeszła
To miała być tylko aplikacja. Kilka przesunięć w lewo, jedno w prawo – i może coś się wydarzy. Tak zaczęła się historia Marty, która zakochała się w mężczyźnie idealnym. I nigdy go nie spotkała – choć dała mu wszystko.

Match jak z bajki
Marta miała 38 lat, rozwiedziona od czterech, mieszkała z kotem i nadzieją, że miłość jednak wróci. Tinder traktowała jak współczesne wróżenie z fusów. Czasem coś się pokaże. Czasem zniknie. Ale kiedy zobaczyła jego zdjęcie – uśmiechnięty, przystojny, elegancki – coś drgnęło.Nazywał się David. Przynajmniej tak twierdził. Twierdził też, że jest prawnikiem, pracuje dla międzynarodowej firmy, a obecnie jest w Polsce, bo tu jego matka miała korzenie. „Szukam miłości” – pisał przez translator. „Jesteś najpiękniejsza. Masz najcieplejsze oczy, jakie widziałem.”

Tydzień komplementów, miesiąc czułości
Zaczęło się klasycznie. Pytania o dzień. O śniadanie. O to, co robi po pracy. Potem: „Kocham twoją duszę. Wiem, że jesteś wyjątkowa.” Marta, która ostatni raz usłyszała komplement dwa lata temu, rozkwitała. W międzyczasie pojawiła się historia: „Mam córkę. Jest ciężko chora.” Nie prosił o pieniądze. Tylko opowiadał. Marta współczuła. Pytała. Doradzała. Zaczęła żyć jego historią bardziej niż swoją. Aż w końcu napisał: „Chciałbym cię zobaczyć. Ale nie mogę kupić biletu. Nie teraz. Jestem spłukany.”

Bilet do złudzenia
Marta nie wahała się. 1300 zł. Przelew poszedł. W głowie układała plan randki, sukienkę, co powie, gdy w końcu go zobaczy. Ale on nie przyleciał. Następnego dnia napisał: „Wypadek. Córka trafiła do szpitala. Nie mogę zostawić jej teraz. ”Marta uwierzyła. Kolejny tydzień, kolejne rozmowy, kolejne przelewy – tym razem „na lekarstwa”. Łącznie pięć tysięcy złotych. Zaczęła się zastanawiać. Ale przecież tak pięknie mówił. Tak się troszczył.

Gdy zapada cisza
Pewnego dnia zniknął. Wiadomości nie docierały. Profil na Tinderze zniknął. Numer telefonu „nie istnieje”. Marta przez dwa dni nie wychodziła z łóżka. W głowie wciąż miała jego słowa: „Jesteś wyjątkowa. Tylko z tobą chcę żyć. ”To nie był złamany związek. To była emocjonalna operacja chirurgiczna bez znieczulenia. Marta została bez pieniędzy, ale bardziej – bez poczucia sensu. Jak mogła się tak dać wkręcić? Ona? Rozsądna, wykształcona, z dorobkiem?

Nie dajesz pieniędzy. Dajesz nadzieję
To, co Marta straciła, nie liczy się w złotówkach. To były rozmowy do późna. To były uczucia, których brakowało. Przeżycie, że znów ktoś chce jej dotknąć duszy. Nie była głupia. Była spragniona. I to właśnie wykorzystał ktoś, kto zna mechanizmy emocji jak scenarzysta seriali.Nie oszukuje się tylko te naiwne. Oszukuje się te, które pragną wierzyć. Które chciałyby znów być ważne, kochane, pożądane. I które jeszcze nie nauczyły się, że pewne historie zbyt piękne, by były prawdziwe – po prostu nie są.

Co się dzieje później?
Marta poszła na terapię. Powiedziała o wszystkim przyjaciółce. Potem jeszcze jednej. I jeszcze. Kiedy mówiła trzeci raz, nie płakała już. „Opowiadam to, bo chcę ostrzec inne kobiety. Żeby nie musiały tego przeżywać. ”Bo każda z nas może być Martą. Każda może spotkać „Davida”. I każda może – jeśli tylko ma odwagę – mówić o tym głośno. Bo wstyd nie należy do nas. Wstyd należy do tych, którzy żerują na miłości.

Przypadki miłosne – podcast, który mówi to, co przemilczane. To właśnie dlatego nagrywamy nasze rozmowy – bo wiemy, jak łatwo się dać złapać. I jak trudno się z tego wydostać. Udostępniajcie. Mówcie. Rozmawiajcie. Bo może właśnie dziś ktoś przesuwa palcem w prawo… i nie wie, że zaczyna romans z oszustem.

Dlatego prosimy: udostępniajcie, polecajcie, dzielcie się. Po to, żeby było mniej kobiet, które powiedzą: „Myślałam, że to prawdziwa miłość. ”Bo jeśli ten tekst uratuje jedną z nas – to było warto.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Oszust z Tindera” (kliknij, żeby posłuchać). Podcast dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.