Miłość w czasach bąków i dresów. Czyli jak zabić pożądanie?

Kiedyś to były czasy. Ona pachniała różą, on szukał tej róży w tłumie. Dziś? Ona w wałkach, on w starym dresie, a różą jest… zapach z kuchni i nie tylko. Romantyzm stacza się po równi pochyłej, kiedy zamiast flirtu słyszymy siorbanie zupy. Ale zanim kogoś ocenimy, może warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę wiemy, jak nie zabić namiętności?

Zaczyna się niewinnie. Spacer po lesie, śmiech, on trzyma jej dłoń – magia. A potem przychodzi dzień, kiedy trzyma tylko drzwi do łazienki, bo ona „tylko na chwilkę”. Potem już nie tylko drzwi trzyma – on beka, ona beksem odpowiada, wspólnie siorbią herbatę przy Netflixie. Brzmi jak bliskość? Może. Ale czy brzmi jak pożądanie? Bliskość to jedno, ale jej fizjologiczna forma w pakiecie z bełkotem porannego zapachu z ust niekoniecznie działa jak afrodyzjak. Możemy być sobą, ale nie musimy być wszystkim, co z nas wylatuje. Psychologia podpowiada: zachowajmy część siebie dla siebie. Odrobina tajemnicy to przyprawa, bez której nawet najbardziej doprawiona miłość staje się mdła.

Cienka granica od namiętności do współlokatora
Psychologia mówi jedno: rutyna to związkowy wróg numer jeden. I nie chodzi tylko o to, co robimy, ale jak się przy tym zachowujemy. Zamiast subtelnej zmiany bielizny, mamy zmianę gaci w drzwiach łazienki. Zamiast spojrzenia pełnego zmysłowości – „kochanie, siedzisz na mojej szczoteczce”. Długoletnie związki często przypominają roommate friendship – współlokatorską symbiozę. Ale nikt nie podpisywał umowy na brak napięcia erotycznego, prawda? Dlatego warto zadbać o „przestrzeń niedopowiedzeń”. Taką, w której rozczochrany poranek to wciąż nie jest twój główny look przed ukochanym. Pamiętajmy: napięcie to nie konflikt. To ta subtelna nić między „jestem dla ciebie” a „nie jestem do końca twój”. I właśnie ta nić sprawia, że chce się wstać wcześniej i choćby lekko podmalować rzęsy. Albo przynajmniej nie wciągać tych samych spodni po raz czwarty bez wyprania.

Fizjologia kontra estetyka – związek na poligonie smaków i zapachów
„To przecież naturalne!” – mówią. Ale czy naprawdę chcemy przenosić do salonu każdy aspekt naturalności? Puszczanie bąków jako wyraz zaufania? Bekanie – dowód luzu? A może po prostu lenistwo, rozprężenie i brak szacunku dla przestrzeni, w której miała istnieć namiętność? Nie chodzi o to, żeby żyć jak arystokracja z XVIII wieku. Chodzi o wyczucie. I o pewien rytuał piękna, który może być nawet codzienny, ale nie byle jaki. Nawet jeśli pijemy herbatę w piżamie, niech ta piżama nie przypomina prześcieradła po porodzie domowym. A zapach? Niby kwestia gustu, ale jednak nikt nie fantazjuje o tym, żeby jego partner pachniał jak cebula z rozgrzanym serem. Nasz mózg, a raczej układ limbiczny, reaguje na bodźce zmysłowe. A jeśli bodźcem jest dźwięk obcieranych kapci i dres z kolanami – to libido robi odwrót na palcach.

Kobieta jako estetyka – nie obowiązek, ale prawo
To nie feminizm, który każe wszystko rzucić i nie malować ust. To świadomość, że kobieta, która czuje się ze sobą dobrze, po prostu świeci. A kobieta, która od miesięcy nie spojrzała w lustro z myślą „fajna jestem”, będzie miała problem nie tylko z błyszczykiem, ale z własnym libido.Podobnie mężczyzna – jeśli przestaje być „partnerem do zachwytu”, a staje się „typem z kanapy”, nie dziwmy się, że kobieta myśli częściej o ulubionym aktorze niż o nim. Zadbana partnerka to nie luksus – to inwestycja w związek. I tak samo – zadbany partner to wyraz szacunku.A może by tak raz w tygodniu włożyć koszulę bez plamy po jajecznicy? I ona – niech ta sukienka „na specjalne okazje” stanie się okazją samą w sobie. Namiętność nie potrzebuje wielkich gestów. Potrzebuje znaków: „chcę ci się podobać, nadal mi zależy”.

Nie bądź jak zupa pomidorowa
Siorbana, chlapana, codzienna, aż do znudzenia. Można ją kochać, ale nie rozbudza zmysłów. Związek, który się rozdziawia, rozsiada i rozpręża, będzie trwał. Ale nie wiadomo, czy będzie żywy.Dlatego – idźmy na randki, zakładajmy bransoletki, myjmy zęby osobno. Chociaż raz w tygodniu – zróbmy z siebie obiekt pożądania. Dla siebie, i dla niego. Albo dla niej. Bo pożądanie nie pyta o metrykę – ono pyta o to, czy nadal masz iskrę w oku.Nie rezygnujmy z tej iskry.

A jeśli chcecie wiedzieć więcej o tym, co podtrzymuje ogień w relacjach – posłuchajcie całego odcinka podcastu Przypadki miłosne.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Bekanie, puszczanie bąków… Czyli jak zabić namiętność. ” (kliknij, żeby posłuchać)
Podcast dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.