Każda z nas zna przynajmniej jednego mężczyznę, który pięknie mówi, snuje wizje, planuje wielkie rzeczy… ale kiedy przychodzi moment działania – nagle trzeba zrobić herbatę. Albo poszukać weny. Ten typ nie krzywdzi celowo – po prostu utknął w świecie potencjału i potrzebuje, żeby ktoś go stale holował przez życie.
Czasem zaczyna się jak bajka. Ona spotyka faceta, który w oczach ma marzenia – nie te, które można kupić na Allegro, tylko prawdziwe: dom w lesie, studio muzyczne, szkołę jogi na Bali. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że to marzenia bez mapy, bez kompasu i bez daty realizacji. On mówi: „Zrobię, ogarnę, zobaczysz, tylko jeszcze chwilka”. A ta chwilka przeciąga się przez kolejne sezony Netfliksa. I zanim się obejrzysz, jesteś w trzecim roku wspólnego życia, z lodówką kupioną na raty na twoje nazwisko i facetem, który „jeszcze nie wie, co z tym swoim potencjałem”.
Ona: manager życia dwojga
W tym związku to ona jest dyrektorką logistyki, panią od PR-u i szefową działu kryzysowego. On wiecznie tylko snuje plany. I tak, on nie jest leniwy, tylko rozkojarzony. Nie jest złośliwy, tylko… no właśnie, trochę jakby nieprzytomny. Kiedy trzeba coś załatwić, ona „pomaga”, „wspiera”, „motywuje”. Tylko że z czasem staje się to bardziej harówką niż miłością. Bo ilu z nas wystarczy siły, żeby przez kolejne lata być inspiratorką, sekretarką i terapeutką we własnym związku?
Między intencją a sprawczością
To nie jest manifest przeciwko mężczyznom. To tekst o przepaści między dobrymi chęciami a działaniem. Intencje są piękne – dopóki nie zamieniają się w wymówki. A brak sprawczości to nie wada charakteru – to często niezintegrowana niedojrzałość emocjonalna, czasem lęk, czasem brak wzorców. Ale ona, kobieta, która kocha, nie może być antidotum na jego niemoc. To nie jej zadaniem jest wypełniać za niego wnioski, pisać CV i przypominać, że świat nie działa na zaklęcie „kiedyś”.
Kiedy miłość zmienia się w projekt menadżerski
W pewnym momencie orientujesz się, że związek nie daje ci już ciepła, tylko obowiązki. Że przestałaś się śmiać, bo jesteś zajęta „konsultowaniem jego życia”. I choć on jest dobry, czuły, nawet uważny – to nie zmienia faktu, że nic się nie dzieje.Wkładasz w to serce i czas, a w zamian dostajesz frustrację i zmęczenie. Bo ile razy można usłyszeć: „Wiem, że masz rację, zrobię to jutro”, i dalej gotować tę samą zupę samotności?
Czy naprawdę warto holować dorosłego?
Miłość to nie rehabilitacja. Nie jesteś trenerką osobistego rozwoju partnera. Owszem, w związku wspieramy się – ale nie nosimy drugiej osoby na plecach przez życie.I czasem trzeba zadać sobie to najtrudniejsze pytanie: Czy on naprawdę chce coś zmienić – czy tylko dobrze mówi o zmianie?
On nie jest „dupą” z lekko złośliwego tytułu tego podcastu. On jest przykładem, jak marzyciel bez planu może stać się ciężarem, mimo że ma w sobie sporo dobra. Tylko że samo dobro nie buduje życia. Do tego potrzebne są decyzje, działanie i partnerstwo. A jeśli jesteś w związku, w którym od lat nic się nie rusza, choć „jest potencjał” – być może czas przestać holować. I zacząć żyć.
TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay
Jeśli podoba Wam się to, co robimy i lubicie nas słuchać, możecie postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne
Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Facet Dupa” (kliknij, żeby posłuchać)
Podcast dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.

