Szczęście? Proszę nie przeszkadzać, próbuję je poczuć

Czym właściwie jest szczęście i dlaczego ciągle boimy się go poczuć naprawdę? Może dlatego, że nie wypada. Albo dlatego, że świat nas nauczył, że szczęśliwa kobieta to nieuważna kobieta – a przecież wszystko może się wtedy zawalić. Spróbujemy rozbroić tą wewnętrzną minę.

Szczęście… brzmi jak luksus. Jak coś, co wypada najpierw „odpracować”, przeżyć dramat, zarobić, zrzucić pięć kilo, naprawić dzieci, pogodzić się z matką i posprzątać piwnicę. Dopiero wtedy można przysiąść na chwilkę i pomyśleć: „No dobrze, może już mogę być szczęśliwa?”. Tyle że życie mija w kolejce do tego szczęścia. A kolejka się nie kończy. Bo jak już się pogodzimy z matką, to może trzeba jeszcze zrobić kurs jogi hormonalnej albo wreszcie przeczytać „Czarodziejską Górę”? A może to szczęście nie przychodzi, bo my… nie jesteśmy gotowe go przyjąć?

Szczęśliwa = nieuważna?
Zadziwiające, jak wiele kobiet boi się być szczęśliwymi. Nie dlatego, że nie chcą – ale dlatego, że to… niebezpieczne. Bo przecież jak się cieszysz, to może coś się zawali. Może ktoś powie: „Oho, zadziera nosa”, „Patrz jaka pewna siebie”, „To zaraz jej życie pokaże, gdzie jej miejsce”.To jest tak, jakbyśmy miały w sobie wbudowaną czujkę alarmową: „Uwaga, za dobrze się czujesz – zaraz dostaniesz obuchem w łeb!”. I nie ma znaczenia, czy masz 30, 50 czy 70 lat. Syndrom „przyczajonego smutku” działa uniwersalnie.

Szczęście na własną rękę
Być może największą rewolucją, jaką może zrobić kobieta, nie jest zmiana pracy ani rozwód, tylko… pozwolenie sobie na szczęście bez powodu. Bez zdania relacji. Bez tłumaczenia się, że wszystko mam ogarnięte, dlatego mogę być teraz w radości. Bo szczęście wcale nie musi być nagrodą. Może być środkiem. Do zdrowia, do relacji, do lepszych decyzji. Ale też – i to ważne – do pełniejszego JA.

„Mam w sobie taki głos…”
Znam ją. Tę kobietę. Ma pięćdziesiąt parę lat, jest wykształcona, ogarnięta, dzieci mają się dobrze, mąż jakiś tam jest – i nagle łapie się na tym, że… nie wie, co ją cieszy. Mówi: „Mam w sobie taki głos, który mówi: nie teraz”. Ten głos to często mama, babcia, katechetka z podstawówki albo były mąż – który zawsze wiedział lepiej, kiedy wolno się śmiać. Ten głos trzeba zdemaskować. Powiedzieć mu: „Dziękuję, wystarczy. Od teraz moje szczęście nie podlega negocjacjom”.

Odwagi, droga Czytelniczko
Nie jesteś sama. My, kobiety, jesteśmy w tym razem – w tej walce o szczęście bez poczucia winy. Może warto zacząć od małych rzeczy – zatańczyć przy garach, usiąść i gapić się w niebo, kupić sobie truskawki tylko dla siebie. I kiedy ten głos w środku powie „Po co ci to?”, odpowiedz mu: „Po to, żeby nie zapomnieć, jak się cieszę życiem”. A jakby co – podeślij ten tekst koleżance. Niech i ona sobie przypomni.

TEKST: Violetta Nowacka, Anna Skoczek
ZDJĘCIE: Pixabay

Jeśli podoba Wam się to, co robimy i lubicie nas słuchać, możecie postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Relacja ze szczęściem” (kliknij, żeby posłuchać) Podcast dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.