Kobiecość. Czuła rewolucja, która wydarza się codziennie

Nie będzie o kobiecości jako definicji. Nie będziemy próbować jej złapać w siatkę kategorii, czy osadzić w podręczniku do socjologii. A co jeśli pomyśleć o kobiecości jak o zjawisku pogodowym – nieprzewidywalnym, zaskakującym, pięknym i czasem trudnym do zniesienia?

Kobiecość jako pole bitwy… i ukojenia
Być może kobiecość to jedno z najbardziej przeciążonych słów w naszym języku. Nosimy je od wieków – w kulturze, w literaturze, w kościele, w łóżku, w pracy. Bycie kobietą znaczyło różne rzeczy, zależnie od epoki. Ale niezależnie od czasu – rzadko znaczyło „bądź sobą”.

Wielu ludzi próbowało zdefiniować kobiecość:

– Freud mówił, że to „zazdrość o penisa”.

– Religie chciały z niej zrobić opiekunkę.

– Reklamy – idealną konsumentkę.

A popkultura? Uwielbia kobiety… dopóki nie są zbyt głośne, zbyt ambitne, zbyt wolne. Kobiecość długo była projektem dla innych. Dziś coraz częściej wraca do swojej właścicielki.

Cisza, w której kobiecość mówi najgłośniej
Kobiecość nie zawsze krzyczy. Czasem szepcze. Czasem po prostu… jest. W ciele, które właśnie wydało na świat dziecko. W sercu, które przetrwało zdradę. W umyśle, który powiedział „nie” patriarchalnej normie. Nie trzeba mieć długich włosów. Nie trzeba gotować. Nie trzeba rodzić dzieci. Nie trzeba nikomu się tłumaczyć. Nie trzeba nic, by być kobietą. Ale można wszystko, jeśli się tego pragnie.

Między siłą a kruchością
Wciąż uczymy się mówić o kobiecości poza binarnym podziałem na silne i słabe. Czy kobieta, która płacze, jest mniej silna? Czy kobieta, która mówi „mam dość”, przestaje być inspirująca? Czy kobieta, która nie chce być „kobietą” w stereotypowym sensie – traci coś? Kobiecość jest jak rzeka. Ma swoje źródła w dzieciństwie, meandruje przez młodość, wzbiera po porodach, rozlewa się w dojrzałości, czasem wysycha, czasem zmienia bieg. Ale płynie. Zawsze płynie.

Ciałem jestem, ciałem czuję
Nie sposób mówić o kobiecości, nie dotykając ciała. A ono bywa polem walki.
– Z samą sobą.
– Z oczekiwaniami.
– Z kompleksami.
– Z przemysłem „naprawy kobiety”
– dietami, operacjami, presją „bycia wiecznie młodą”.

Ale ciało też bywa miejscem powrotu. Do siebie. Do prawdy. Do oddechu. Do dotyku, który nie musi być dla nikogo innego – tylko dla niej samej.

Czy kobiecość można zredefiniować?
Tak. Codziennie. Każda z nas tworzy własną definicję kobiecości. Jedna zrobioną z miękkości poranka i pazura wieczoru. Z zapachu kawy i siły, która pozwala przetrwać samotność. Z krwi miesiączki i czerwonej szminki. Z faktu, że coś się kończy – i że coś innego właśnie się zaczyna. Nie ma jednej kobiecości. Jest ich tysiące. Miliony. I każda z nich jest prawdziwa.

Przyszłość kobiecości?
Różnorodna. Własna. Wolna. Dziś kobiecość wraca do swoich właścicielek. Do dziewczynek, które nie muszą już słyszeć „bo jesteś dziewczynką”. Do kobiet, które nie chcą już udawać, że wszystko gra. Do matek, które przyznają, że bywa trudno. Do seniorek, które pokazują, że siwizna też ma klasę. To nie rewolucja, która wali w drzwi. To ta, która otwiera okno. Po cichu. Po swojemu. Z czułością.

A Ty? Czym jest dla Ciebie kobiecość?
Może warto o tym porozmawiać. Ze sobą. Z przyjaciółką. Z córką. Z mężczyzną, który chce zrozumieć. W końcu to nie temat „kobiety dla kobiet”. To temat… ludzki. I piękny jak my same.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Jeśli podoba Wam się to, co robimy i lubicie nas słuchać, możecie postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu o związkach i miłości Przypadki miłosne pt. „Czym jest kobiecość” (kliknij, żeby posłuchać).
Podcast dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.