Zostaw makowiec, uratuj siebie. Święta po swojemu, czyli jak nie zwariować w grudniu

W świętach najtrudniejsze nie są zakupy, tylko emocje. Bombki można kupić nowe, ale rodzinnych dynamik nie zmienisz jedną promocją w Lidlu. A jednak co roku wiele z nas próbuje udowodnić, że się da – że będzie pięknie, pachnąco i bez zgrzytów. I w tym całym świętym szale łatwo zgubić… siebie.

Czy naprawdę chodzi o te wszystkie potrawy, sianko pod obrusem i idealnie złożone serwetki? Czy może jednak o to, żeby przez chwilę poczuć, że jesteśmy razem – bez oceniania, pretensji i nieprzepracowanych historii z dzieciństwa? Święta to dla wielu kobiet sprawdzian. Z jednej strony tęsknota za bliskością, z drugiej – ukryta panika: „czy dam radę?”, „czy wszystko będzie gotowe?”, „czy nikogo nie zawiodę?” .To właśnie tu kryje się największy świąteczny paradoks: robimy wszystko, żeby inni czuli się dobrze… kosztem siebie.

Kobieca misja czy społeczny przymus?
Ona – Ty, ja, Twoja przyjaciółka – często bierze na siebie odpowiedzialność za atmosferę, jedzenie, prezenty, relacje i emocjonalne bezpieczeństwo całej rodziny. Tyle tylko, że nikt oficjalnie jej o to nie prosił. Nikt nie podpisywał kontraktu, w którym miała być opiekunką świątecznego ciepła. A jednak kobieta czuje, że musi. Bo mama tak robiła. Bo teściowa patrzy. Bo dzieci zapamiętają. I właśnie dlatego tak wiele z nas tuż po 26 grudnia wygląda jak choinka 27 grudnia – trochę sflaczała, z resztkami blasku i zapomniana w kącie.

Emocjonalne pułapki grudnia
Święta potrafią być jak detektor ukrytych żalów. To czas, kiedy niedomknięte sprawy wracają z siłą komety. Siadasz do stołu z kimś, kto ranił Cię przez lata – i masz udawać, że to nie istnieje, bo przecież opłatek, bo Jezus się narodził. Tymczasem Ty, jako kobieta, czujesz całą sobą napięcie, którego nikt nie nazwie. Bo masz być miła. Wyrozumiała. Łagodna jak karp. Nie dziwne więc, że wiele z nas nie czeka na święta, tylko się ich boi. Ale tego lęku nie wpiszesz do kalendarza adwentowego.

A gdyby tak zrobić Święta… po swojemu?
To nie bunt, to samoopieka. Zastanów się, co by było, gdybyś mogła odciąć święta od przeszłości, oczekiwań i rodzinnych schematów. Zorganizować je nie „dla wszystkich”, tylko „dla siebie i bliskich sercu osób”. Bez presji. Bez wyścigu na ilość dań. Bez białego obrusu, jeśli go nie znosisz. Możesz zaprosić tylko tych, z którymi naprawdę chcesz być. Możesz nie zapraszać nikogo. Możesz zjeść sushi i pójść do kina. Możesz – serio – odpuścić.

Świąteczna rewolucja zaczyna się w głowie
Nie potrzebujesz zgody babci, by przestać lepić uszka. Nie musisz czekać, aż ktoś zauważy, że jesteś zmęczona. Możesz sama sobie dać przestrzeń. Przestrzeń na to, żeby poczuć radość – a nie presję. Żeby poczuć siebie – a nie tylko obowiązek bycia „dobrą córką”, „dobrą matką”, „dobrą gospodynią”.To nie egoizm. To zdrowie psychiczne. A jak święta mają być święte, to niech będą Twoje.

Czego możesz spróbować w tym roku?
Zrób jedną rzecz inaczej niż zawsze. Może nie będzie zupy grzybowej, tylko pomidorowa?Zrób coś tylko dla siebie: spacer, kąpiel, medytacja, serial.Zrób mniej, ale świadomie. Mniej ludzi, mniej jedzenia, mniej obowiązków – więcej obecności.

Nie musisz „zapracować” na fajne święta
Święta nie są nagrodą za perfekcyjnie posprzątany dom ani też nie są testem cierpliwości dla kobiet. Nie musisz „ogarnąć wszystkiego”, żeby zasłużyć na wspólne kolędowanie czy czułość. Masz prawo stworzyć święta, które Cię karmią – nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie.Więc może w tym roku… zostaw makowiec. Uratuj siebie.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Święta po swojemu” (kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.