Dramatyczne królowe czy kobiety, które za dużo czują?

Niektóre kobiety są jak burza z piorunami – zjawiają się nagle, głośno, dramatycznie. Inne – noszą w sobie ciszę tak gęstą, że aż boli, ale też potrafią wybuchnąć, gdy nikt się tego nie spodziewa. A potem, niezależnie od stylu ekspresji, zostają z łatką „trudnych” – a może właśnie najbardziej uczciwych wobec siebie i innych? Ten felieton nie rozgrzesza, ale przygląda się dramatom serca z czułością i ironią.

Gdy emocje mają megafon
Nie każda z nas była Królową Dram, ale każda zna taką kobietę. Tę, która mówi: „Zostaw mnie!”, a potem płacze, że nikt jej nie zatrzymał. Tę, która potrzebuje miłości jak powietrza, ale dusi się, kiedy ktoś naprawdę chce być blisko. Dramatyczna? Tak. Niedojrzała? Może. Ale też przerażająco ludzka. Bo emocje, które są zbyt duże, zbyt silne, zbyt nieoswojone – znajdują sobie ujście. W patosie, w teatralnym gestach, w słowach rzuconych jak granaty. Czasem dramat to krzyk rozpaczy kobiety, która nigdy nie miała prawa być słaba.

Kiedy królowa się nie uczy
Problem z Królową Dram polega na tym, że ona rzadko widzi siebie w lustrze. Wini świat, ludzi, mężczyzn – ale nie siebie. A jeśli nawet na chwilę dopuści cień autorefleksji, to natychmiast przykrywa go kolejną emocjonalną eksplozją.To nie jest tekst o potępianiu. To tekst o tym, że jeśli dramat staje się jedynym językiem komunikacji, to każda rozmowa zamienia się w bitwę. A tam, gdzie jest wojna, nie ma miłości – jest adrenalina.

Ona nie chce dramatu. Ona chce zostać zauważona
Przyjrzyjmy się temu jeszcze głębiej. Królowe Dram nie rodzą się znikąd. One zwykle mają za sobą historie, w których były niewidzialne. Niesłyszane. Niedoceniane. Gdzie emocje trzeba było tłumić albo przeżywać na pokaz, by ktokolwiek je zauważył.Czasem to jedyny znany język emocji – przesadny, krzyczący, prowokujący. I czasem, kiedy taka kobieta mówi „nie dzwoń”, ona naprawdę ma na myśli: „dzwoń, ale walcz o mnie tak długo, aż poczuję, że jestem ważna”.

Dramat to też strategia przetrwania
Niektóre kobiety tak się uczą – że trzeba być głośną, by być słyszalną. Że trzeba krzyczeć, żeby ktoś nie odszedł. Że trzeba robić sceny, żeby ktoś wreszcie się zatrzymał i zapytał: „Co się naprawdę z tobą dzieje?”.Czy to dojrzałe? Nie. Czy to działa? Czasem. Ale czy można tego nie rozumieć?

Od Królowej Dram do Królowej Spokoju
Czasem dopiero porażka, samotność, ten jeden rozpad relacji za dużo – sprawia, że Ona zatrzymuje się i mówi: „Co ja robię?”. I jeśli ma w sobie odwagę, zaczyna uczyć się nowego języka. Mniej dramatycznego. Bardziej prawdziwego. Opartego na potrzebach, nie pretensjach. To jest droga od królowej emocjonalnego chaosu do królowej emocjonalnej dojrzałości. Długa. Trudna. Ale możliwa.

Zamiast etykiet – ciekawość
Może zamiast mówić: „Znowu robi scenę” – zapytajmy: „Czego jej brakuje?”. Może zamiast się wycofywać – nauczmy się stawiać granice bez agresji. I może – najważniejsze – uczmy się same siebie. Bo każda z nas ma w sobie małą królową dram – pytanie tylko, czy umiemy jej powiedzieć: „Jestem przy tobie. Ale nie musisz krzyczeć, bym cię usłyszała”.

Jeśli też masz w sobie tę część, która kocha za bardzo, tęskni zbyt mocno i od razu układa całą scenę w głowie – ten tekst jest o Tobie. A jeśli masz przyjaciółkę, która nie potrafi przestać dramatyzować – to może warto wysłać jej link. Cicho, bez oceny. Z troską. Jak kobieta kobiecie.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. Królowa dram (kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.