Niektóre kobiety mówią: „On mnie zdradzał, ale się zgodziłam – jesteśmy w otwartym związku”. Inne mówią: „Ja nie zdradzam, ale on ma prawo”. Jeszcze inne – że „dzielą mężczyznę” na weekendy i święta. Cokolwiek o tym sądzisz – temat wchodzi do naszych sypialni, kuchni, rodzinnych kalendarzy i rozmów przy winie. A my, kobiety, stajemy przed pytaniem, które nigdy nie miało tak wielu odpowiedzi: czy otwartość w relacji to naprawdę wolność – czy tylko nowoczesna nazwa na dobrze znane cierpienie?
Związek otwarty – czyli jaki?
Zacznijmy od tego, że słowo „otwarty” ma dziś więcej znaczeń niż kiedyś „kochanka”. Otwarty na seks, na eksperymenty, na innych ludzi. Czasem to układ, w którym dwie osoby – teoretycznie razem – otwierają drzwi do swoich łóżek dla innych. Czasem za tym „otwarciem” stoi po prostu ktoś, kto nie chce się rozstać, ale nie chce też być wierny.A czasem – owszem – są to dwie osoby, które naprawdę tak czują, chcą i potrafią. Są tacy.
Kto kogo nagina?
Zastanawia mnie jednak zawsze, czy w tych otwartych związkach na pewno obie strony są równe. Bo – jak pokazuje doświadczenie – często jedna osoba proponuje „eksperyment”, a druga zgadza się, bo się boi, że ją zostawią. Bo kocha. Bo się łudzi. Bo wierzy, że to się „ułoży”. Bo może „on się wyszaleje i wróci”.Więc pytanie nie brzmi: „czy otwarte związki są dobre?” Tylko: „dla kogo one są dobre – i za jaką cenę?”
Czy to nowoczesność – czy stara historia w nowym ubraniu?
Poligamia, romanse, kochanki – przecież to było zawsze. Ale dawniej się o tym nie mówiło. Dziś ubraliśmy to w modne słowa. Powiedzieliśmy „to styl życia”. „To wolność”. I może rzeczywiście – dla niektórych to wolność. Ale dla wielu to wciąż ta sama stara historia – tylko z nowym hasztagiem.Tyle że teraz nie mówimy „zdradził mnie”, tylko „jestem w relacji otwartej”.Czy to nie piękniejsze słowo na tę samą łzę?
Nowe czasy, stare dusze
Jasne, ewoluujemy. Kobiety nie potrzebują już „opiekuna”. Potrafią same wszystko ogarnąć – od kredytu hipotecznego po samotne święta. Ale czy ich serce naprawdę tak się zmieniło? Czy dusza nie chce nadal czuć się „numerem jeden”? Nie „na zmianę”, nie „w rozpisce”, nie „do kina raz w tygodniu”.Czasem pod pozorem nowoczesności kobieta zgadza się na coś, co złamie jej serce po kawałku. Ale jeszcze nie teraz. Może jutro. Może gdy on nie przyjdzie na jej urodziny, bo „dzisiaj wypada czas z tamtą”.
Zanim otworzysz – sprawdź, czy chcesz widzieć, co jest po drugiej stronie
Bo może się okazać, że w otwartym związku otwierasz nie tylko drzwi do drugiego łóżka. Ale też puszkę Pandory. Zazdrość, poczucie porzucenia, nierówność, brak czasu, porównania, ból. Dzieci, które nie wiedzą, kim są. Kobiety, które nie wiedzą, gdzie jest ich dom. I partnerzy, którzy niby są wolni – ale czy szczęśliwi?
Miłość się nie liczy – ona się czuje
Na koniec nie chcę moralizować. Nie chcę też robić „psychologicznej krucjaty” przeciw otwartym związkom. Ale chcę zaprosić każdą kobietę do jednego pytania:Czy to cię uszczęśliwia?
Nie „czy wypada się zgodzić”. Nie „czy to modne”. Nie „czy on będzie zadowolony”. Tylko: czy ty czujesz się w tym dobra, ważna i kochana?Jeśli nie – zamknij te drzwi.Bo może to właśnie ty jesteś tą kobietą, która zasługuje nie na „czas od-do”, tylko na pełną obecność.
TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne
Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Otwarty związek„ (kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.

