Zaangażowanie? Tak, ale nie za bardzo(czyli o tym, jak nie wpaść w pułapkę emocjonalnego leasingu)

Niektórzy związek traktują jak abonament na Netflixa – mogą go anulować w dowolnym momencie, bez konsekwencji, nawet bez rozmowy. Wchodzą, oglądają, konsumują, wychodzą. Brzmi znajomo? W erze deklaratywnego luzu emocjonalnego coraz więcej kobiet doświadcza relacji, w których zaangażowanie jednej strony jest luksusem drugiej – a czasem towarem wycofanym z oferty.

Gdy serce gra, a partner śpi z wyciszonym telefonem

Przychodzi Ona. Mądra, refleksyjna, z pytaniami w oczach. Mówi: „Nie wiem, czy on mnie kocha. A może to ja za bardzo chcę, żeby coś z tego było?”. A potem dodaje, już ciszej: „Jest mi dobrze z nim. Ale jakoś mnie nie włącza w swoje życie”.Słucham tego – jako psycholożka, ale też jako kobieta – i myślę: jak wiele z nas żyje w tej niewygodnej przestrzeni „pomiędzy”. Między „widujemy się” a „jesteśmy razem”. Między jego deklaracją, że nie chce się wiązać, a tym, że potrafi być cudowny, czuły i obecny… ale tylko wtedy, kiedy on ma na to ochotę.

Partner na pół etatu, uczucia na cały etat

To zjawisko ma różne imiona: „brak zaangażowania”, „niezdefiniowana relacja”, „przestrzeń”, „niewiązanie się”, a nawet – o zgrozo – „dorosłość emocjonalna”. Niby wszystko w porządku, bo przecież „nie było obietnic”, „nikt niczego nie gwarantował”. Tylko że Ona coraz częściej płacze w nocy, przegląda jego social media, a każda wiadomość (lub jej brak) reguluje jej nastrój.Nie chodzi o to, by każdy związek prowadził do ołtarza. Ale jeśli relacja to dom, to Ona nie chce spać wiecznie na wycieraczce.

Związek bez deklaracji to nie relacja – to układ

Coraz częściej spotykam kobiety, które – choć wykształcone, świadome, samodzielne – tkwią w emocjonalnych pół-relacjach. Gdy pytam: „Dlaczego nie odchodzisz?”, mówią: „Bo się przywiązałam”, „Bo kiedy jest, to jest super”, „Bo może on potrzebuje więcej czasu”.I jasne, każdy ma swoje tempo. Ale są też tacy, którzy po prostu nigdy nie zamierzali się zatrzymać. Przystanek „uczucia” traktują jak chwilową stację – nie stawiają walizek, nie wypakowują emocji. A Ona, wierząc, że to początek czegoś większego, zostaje na tym peronie sama z bagażem pełnym złudzeń.

Jeśli boisz się zapytać: „Czy jesteśmy razem?”, to już wiesz, że nie

Najbardziej bolesny sygnał braku zaangażowania? Lęk przed rozmową o tym, kim jesteśmy dla siebie. Bo przecież, jeśli on odejdzie tylko dlatego, że Ona zadała pytanie o „nas”, to czy w ogóle kiedykolwiek był „on i ona”?Zaangażowanie nie musi oznaczać od razu planowania ślubu i dzieci. To przede wszystkim obecność, chęć wspólnego wzrastania i gotowość do bycia odpowiedzialnym za emocjonalny krajobraz drugiej osoby. Gdy tego brakuje, zamiast związku, mamy sytuację. A sytuacja, jak to sytuacja, może się w każdej chwili zmienić. Lub skończyć.

Ukochaj siebie. I nie zadowalaj się ochłapami czułości

Jeśli czujesz, że jesteś w relacji, w której nie ma dla ciebie miejsca – nazwij to. Zmierz się z tym. Zadaj pytanie, które w głowie dudni od miesięcy. Lepiej przeżyć kilka tygodni bólu, niż kilka lat zamrożenia.Nie każda historia kończy się „i żyli długo i szczęśliwie”. Ale każda może się zacząć od „wybrałam siebie”.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. Brak zaangażowania w związku (kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.