Niektórzy związek traktują jak abonament na Netflixa. Mogą go anulować w dowolnym momencie, bez konsekwencji, nawet bez rozmowy. Wchodzą, oglądają, konsumują, wychodzą. Brzmi znajomo? W erze deklaratywnego luzu emocjonalnego coraz więcej kobiet doświadcza relacji, w których zaangażowanie jednej strony jest luksusem, a czasem towarem wycofanym z oferty.
Przychodzi Ona. Mądra, refleksyjna, z pytaniami w oczach. – Nie wiem, czy on mnie kocha. A może to ja za bardzo chcę, żeby coś z tego było? – mówi. A potem dodaje, już ciszej, że jest jej z nim dobrze, ale czuje, że jakoś jej nie włącza w swoje życie. Słucham tego jako psycholożka, ale też jako kobieta i myślę o tym, jak wiele z nas żyje w tej niewygodnej przestrzeni pomiędzy – mówi Violetta Nowacka, psycholożka z podcastu „Przypadki miłosne”. Okazuje się, że tkwimy gdzieś pomiędzy widujemy się a jesteśmy razem. Między jego deklaracją, że nie chce się wiązać, a tym, że potrafi być cudowny, czuły i obecny… ale tylko wtedy, kiedy on ma na to ochotę.
Partner na pół etatu, uczucia na cały etat
To zjawisko ma różne imiona. Czasem to brak zaangażowania, czasem niezdefiniowana relacja, a czasem po prostu przestrzeń, a nawet – o zgrozo – dorosłość emocjonalna. Niby wszystko w porządku, bo przecież nie było obietnic i nikt niczego nie gwarantował. Tylko że Ona coraz częściej płacze w nocy, przegląda jego social media, a każda wiadomość (lub jej brak) reguluje jej nastrój. Nie chodzi o to, by każdy związek prowadził do ołtarza. Ale jeśli relacja to dom, to Ona nie chce spać wiecznie na wycieraczce.
Związek bez deklaracji to nie relacja, to układ
– Coraz częściej spotykam kobiety, które choć wykształcone, świadome, samodzielne, to tkwią w emocjonalnych pół-relacjach – mówi Violetta Nowacka, psycholożka z podcastu „Przypadki miłosne” – Kiedy dopytuję dlaczego nie odchodzisz, słyszę że się przywiązałam, albo kiedy jest, to jest super – dodaje Viola.
Do tego wszystkiego kobiety dokładają jeszcze wytłumaczenia i snują swoje wizje, że może on potrzebuje więcej czasu? Może ma jakiś powód? Jasne, każdy ma swoje tempo, ale są też tacy, którzy po prostu nigdy nie zamierzali się zatrzymać. Przystanek „uczucia” traktują jak chwilową stację. Nie stawiają walizek, nie wypakowują emocji. Tymczasem Ona, wierząc, że to początek czegoś większego, zostaje na tym peronie sama z bagażem pełnym złudzeń.
Jeśli boisz się zapytać: „Czy jesteśmy razem?”, to już wiesz, że nie
Jaki jest najbardziej bolesny sygnał braku zaangażowania? Lęk przed rozmową o tym, kim jesteśmy dla siebie. Bo przecież, jeśli on odejdzie tylko dlatego, że Ona zadała pytanie o nas. Zaangażowanie nie musi oznaczać od razu planowania ślubu i dzieci. To przede wszystkim obecność, chęć wspólnego wzrastania i gotowość do bycia odpowiedzialnym za emocjonalny krajobraz drugiej osoby. Gdy tego brakuje, zamiast związku, mamy sytuację, a sytuacja, jak to sytuacja, może się w każdej chwili zmienić. Lub skończyć.
Ukochaj siebie. I nie zadowalaj się ochłapami czułości
Jeśli czujesz, że jesteś w relacji, w której nie ma dla ciebie miejsca, nazwij to. Zmierz się z tym. Zadaj pytanie, które w głowie dudni od miesięcy. Lepiej przeżyć kilka tygodni bólu, niż kilka lat zamrożenia. Nie każda historia kończy się hasłem „i żyli długo i szczęśliwie”, ale każda może się zacząć od „wybrałam siebie”.
TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne
Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. „Brak zaangażowania w związku” (kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.
Sprawdź ofertę gabinetu psychologicznego: https://www.self-psychologia.pl/oferty

