🦋 Kobiecość bez instrukcji obsługi

Czy kobiecość można zapisać w punktach? Zredukować do kształtu bioder, tonu głosu, preferencji makijażowych? Wciąż próbujemy ją zamknąć w ramy – raz z wdziękiem baleriny, innym razem z pazurem wilczycy. A może kobiecość to coś, co wymyka się wszelkim definicjom i właśnie w tym tkwi jej siła?

Ona nie musi być „jakaś”

Dawno temu, na podwórku życia, dziewczynkom wmawiano, że kobiecość to coś, co trzeba zdobyć. Najlepiej przez ładne buciki, uśmiech i bycie „miłą”. Potem przyszła emancypacja, bunt, Girl Power, białe koszule i czerwone szminki. A gdzieś po drodze – zagubienie. Bo jeśli ona nie chce być seksbombą, wojowniczką ani Matką Polką – to co wtedy?To wtedy może być sobą. Choć nie zawsze wie, co to znaczy.

Czego uczą nas poradniki?

Z otchłani internetu wyskakują rady: „jak być bardziej kobiecą”, „jak mówić, żeby on się zakochał”, „jak się poruszać, żeby zadziałała magia”. Trzymajmy się za głowy – to nie magia, to tresura. A kobieta to nie piesek, który ma się nauczyć sztuczek, by zasłużyć na miłość.Prawdziwa kobiecość nie potrzebuje instrukcji obsługi. Ale potrzebuje przestrzeni, by zaistnieć. I odwagi, by być czasem nieidealna.

Ciało jako plac boju

Jej ciało bywa przedmiotem debat publicznych. Jest albo „za dużo”, albo „za mało”, zbyt blade albo zbyt opalone, za okrągłe lub zbyt chłopięce. A gdy kobieta zaczyna chorować, zmienia się, traci włosy, piersi, miesiączkę – to, co uznaje się za wyznaczniki „kobiecości” – czuje się, jakby świat ją odsyłał na boczny tor.A przecież kobiecość nie siedzi w talii osy, tylko w oczach, które przeszły niejedno. W czułości, którą daje. W intuicji. W tym, że czasem płacze, a innym razem potrafi dźwigać trzy etaty bez mrugnięcia okiem.

Matki, córki, siostry – jedno pokolenie nie wystarczy

Babcie mówiły: „Kobieta powinna dbać o dom”. Mamy dodawały: „Ale też o siebie”. A dziś? Dziewczyny słyszą: „Masz być sobą – ale piękną, silną, zadbaną i uważaj, żeby nikogo nie urazić”. Trudno nie dostać zawrotów głowy od tego miksu.Dlatego warto się zatrzymać i zapytać siebie: co JA rozumiem przez „kobiecą”? Może to ktoś, kto umie być blisko. Albo taka, która zna swoje granice. Może taka, która potrafi mówić „nie”. A może taka, która się śmieje z siebie w przymierzalni, kiedy dżinsy z metką „M” zatrzymują się na udach?

Słaba? Silna? A może żywa?

Nie dajmy sobie wmówić, że kobiecość to opozycja do mocy. Albo że siła to rezygnacja z miękkości. Ona może być silna i jednocześnie czuła. Może nie znosić gotowania, ale świetnie piec drożdżowe. Może prowadzić firmę, a wieczorem tulić dzieci do snu.Kobiecość to nie wybór między czerwonym lakierem a naturalnymi paznokciami. To sposób, w jaki kobieta nosi siebie przez świat – nawet wtedy, gdy się potyka.

Tożsamość, której nikt nie ma prawa jej odebrać

To, że ona nie mieści się w definicjach, to nie jej problem – to znak czasów. Przez wieki kobiecość była opisywana oczami mężczyzn, systemów, religii, medycyny. Może pora zmienić narratorów?Niech kobiecość przestanie być opowieścią o tym, czego brakuje, a stanie się historią o tym, co w niej już jest. Złożona, wielowarstwowa, nie do uchwycenia w jednym zdaniu. I właśnie dlatego tak piękna.

Kobiecość to nie obowiązek, to przywilej. Nie dekoracja, ale źródło. Czasem wymaga odwagi, czasem łagodności. Ale przede wszystkim – zasługuje na to, by była przeżywana po swojemu, nie według algorytmu.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛
https://buycoffee.to/przypadki-milosne

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt. Czym jest kobiecość (kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.