PIENIĄDZE NIE PSUJĄ ZWIĄZKÓW. POKAZUJĄ, CO JUŻ W NICH JEST

Pieniądze mają zaskakującą właściwość: potrafią uruchomić emocje zupełnie niewspółmierne do kwoty, o którą właśnie się kłócimy. Para może przez pół godziny awanturować się o 70 złotych wydanych na kosmetyki, choć ich prawdziwy problem wcale nie dotyczy kosmetyków. Pod rachunkiem za restaurację może kryć się potrzeba bezpieczeństwa, pod drogą torebką – potrzeba wolności, a pod pytaniem „po co ci to?” – lęk przed utratą kontroli. Dlatego finanse w związku warto traktować nie tylko jak problem ekonomiczny, ale jak niezwykle czuły wskaźnik tego, jak dwoje ludzi radzi sobie z bliskością, autonomią, zaufaniem i lękiem.

Oczywiście pieniądze same w sobie nie mają emocji. Banknot nie cierpi. Karta płatnicza nie ma lęku separacyjnego. Przelew nie przeżywa odrzucenia. Ale człowiek, który się nimi posługuje – już tak. Dlatego kiedy mówimy: „Mamy problem z pieniędzmi”, często warto dopytać: „A jaki problem emocjonalny został przez te pieniądze ujawniony?”.

To zasadnicza różnica. Bo jeśli para wydaje za dużo, można oczywiście zrobić tabelkę, arkusz kalkulacyjny i zacząć liczyć. Tylko że czasem arkusz kalkulacyjny jest bardzo dobrym sposobem na to, żeby nie zobaczyć prawdziwego problemu. Bo co z tego, że ustalimy, iż w tym miesiącu na restauracje można wydać 600 złotych, jeśli jedna osoba korzysta z restauracji jak z emocjonalnego plastra? A druga oszczędza każdą złotówkę, ponieważ panicznie boi się przyszłości? To nie jest problem z budżetem. To jest spotkanie dwóch różnych sposobów radzenia sobie z emocjami.

DZIECIŃSTWO SIEDZI Z NAMI PRZY KASIE

Psychologia od dawna pokazuje, że nasze doświadczenia z dzieciństwa mają wpływ na to, jak interpretujemy bezpieczeństwo, ryzyko, kontrolę czy relacje z innymi ludźmi. Pieniądze są częścią tego systemu. Dziecko, które dorastało w domu, gdzie często brakowało pieniędzy, może nauczyć się: „Pieniądze trzeba trzymać. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy”. Inne dziecko, które dorastało w domu, gdzie pieniądze pojawiały się i znikały chaotycznie, może nauczyć się: „Skoro są, trzeba korzystać, bo jutro może ich nie być”. Jeszcze inne mogło obserwować rodziców, którzy kłócili się o każdą złotówkę. Wtedy pieniądze mogą zostać skojarzone z konfliktem.

A ktoś inny mógł wychowywać się w domu, w którym pieniądze były dowodem miłości. „Masz nową rzecz? To znaczy, że cię kocham”. I później jako dorosły człowiek może kupować prezenty, kiedy chce powiedzieć: „Jesteś dla mnie ważna”. To wszystko może dziać się automatycznie. Dlatego warto czasem zapytać siebie: „Jak w moim domu rodzinnym mówiono o pieniądzach?”. Nie tylko: „Ile ich było?”. Ale: „Co one oznaczały?”. To jest znacznie ciekawsze pytanie.

SKĄPIEC NIE ZAWSZE KOCHA MNIEJ. CZASEM PO PROSTU BOI SIĘ BARDZIEJ

Wyobraźmy sobie kobietę, która kupuje sobie bluzkę za 250 złotych. Jej partner reaguje: „250 złotych za kawałek materiału?!”. Ona słyszy: „Jesteś nierozsądna”. On może natomiast przeżywać: „Jeśli będziemy tak wydawać, kiedyś zostaniemy bez pieniędzy”. Czyli oboje stoją przy tej samej bluzce, ale widzą dwie różne rzeczy. Ona widzi bluzkę. On widzi potencjalną katastrofę. Jeżeli jego historia życiowa nauczyła go, że bezpieczeństwo jest kruche, jego reakcja może być dużo silniejsza niż wymagałaby tego sytuacja. To nie usprawiedliwia kontroli. To pozwala ją zrozumieć. A zrozumienie jest pierwszym krokiem do zmiany. Bo człowiek, który odkrywa: „Nie wkurza mnie naprawdę ta bluzka. Wkurza mnie mój lęk, że zabraknie pieniędzy”, ma już zupełnie inne możliwości działania.

MOŻE DLATEGO NIEKTÓRZY LUDZIE OSZCZĘDZAJĄ NA KONIEC ŻYCIA, KTÓREGO NIE PLANUJĄ PRZEŻYĆ

Oszczędzanie jest oczywiście potrzebne. Poduszka finansowa jest rozsądna. Planowanie przyszłości jest oznaką odpowiedzialności. Ale psychologia zna również sytuację, w której oszczędzanie przestaje służyć życiu, a zaczyna je ograniczać. Człowiek odkłada pieniądze na: „kiedyś”. Na lepszy moment. Na specjalną okazję. Na przyszłość. Na czarną godzinę. Tylko że czarna godzina czasami trwa dwadzieścia lat. I nagle okazuje się, że ktoś ma pieniądze, ale nie ma doświadczenia korzystania z nich. Nie chodzi o to, żeby wszystko wydać. Chodzi o proporcję. Bezpieczeństwo jest ważne. Ale przyjemność również jest potrzebą psychiczną. Człowiek nie jest lokatą bankową.

NIEKTÓRZY WYDAJĄ PIENIĄDZE, ŻEBY NIE CZUĆ

A teraz druga skrajność. Kupowanie może być sposobem regulowania emocji. „Mam zły dzień, kupię sobie coś”. „Pokłóciliśmy się, zamówię coś”, „Jestem zmęczona, zrobię zakupy”. „Należy mi się”. To zdanie jest bardzo ludzkie. I czasami absolutnie niewinne. Problem pojawia się wtedy, kiedy zakupy stają się jednym z podstawowych sposobów radzenia sobie z napięciem. Pojawia się smutek – kupuję. Nuda – kupuję. Samotność – kupuję. Złość – kupuję. Nagroda – kupuję. I przez chwilę rzeczywiście działa. Nowy przedmiot daje krótkotrwałe pobudzenie, oczekiwanie, przyjemność. Tylko że emocja wraca. A wraz z nią rachunek. Wtedy partner może powiedzieć:„Znowu wydałaś pieniądze”. A ona może usłyszeć: „Znowu zrobiłam coś źle”. I zaczyna się ukrywanie.

TAJEMNICA JEST DROŻSZA OD ZAKUPU

Finansowe sekrety są psychologicznie kosztowne. Wyobraźmy sobie, że kobieta kupiła buty za 800 złotych. Nie powiedziała partnerowi. Potem partner pyta:„Ile kosztowały?”. „Trzysta”. Koniec rozmowy? Nie. Właśnie rozpoczął się mały proces erozji zaufania. Od tej chwili ona musi pamiętać, ile powiedziała. On może zacząć podejrzewać. Ona może zacząć się bronić. On może zacząć sprawdzać. Ona może zacząć usuwać wiadomości z banku. I nagle 800 złotych uruchamia cały system psychologiczny. Dlatego problemem nie jest już cena butów. Problemem jest to, że w związku powstała przestrzeń, do której druga osoba nie ma dostępu. Związek zaczyna mieć tajne drzwi. A tajne drzwi w bliskiej relacji bywają bardzo drogie.

KONTROLA NIE DAJE BEZPIECZEŃSTWA. DAJE ILUZJĘ BEZPIECZEŃSTWA

Człowiek lękowy często próbuje kontrolować rzeczywistość, żeby zmniejszyć swoje napięcie. Sprawdza. Pyta. Kontroluje. Porównuje. Analizuje. To działa przez chwilę. Dlatego kontrola jest tak kusząca. Partner wydaje 300 złotych. Ja pytam dlaczego. Dostaję odpowiedź. Na moment czuję ulgę. Ale następnego dnia pojawia się kolejny wydatek. Więc pytam znowu. I tak powstaje system kontroli. Problem polega na tym, że kontrola nie buduje zaufania. Ona buduje potrzebę jeszcze większej kontroli. Jeśli muszę wiedzieć, co partner kupił za 12 złotych, żeby czuć się bezpiecznie, to prawdopodobnie nie potrzebuję kolejnego raportu z banku. Potrzebuję zająć się swoim lękiem. Bo zdrowe bezpieczeństwo brzmi: „Wiem, że możemy ze sobą rozmawiać”. Toksyczne bezpieczeństwo brzmi: „Wiem, bo wszystko sprawdzam”.

TO, CO WSPÓLNE, I TO, CO MOJE

Jednym z ważniejszych tematów zdrowych finansów w związku jest autonomia. Człowiek w związku nadal pozostaje osobnym człowiekiem. Ma własne potrzeby. Własne przyjemności. Własne zainteresowania. Własne decyzje. Dlatego bardzo dobrym rozwiązaniem dla wielu par jest model trzech pul finansowych. Pierwsza – wspólna. Na rachunki, mieszkanie, dzieci, podstawowe potrzeby i wspólne cele. Druga – pieniądze jednej osoby. Trzecia – pieniądze drugiej osoby. I jest tutaj jedna zasada, która może uratować wiele małżeńskich dyskusji: Jeżeli wspólne zobowiązania są zabezpieczone, własne pieniądze nie powinny być przedmiotem codziennego sądu. Jeżeli on chce kupić absurdalnie drogi zegarek za swoje pieniądze – jego sprawa. Jeżeli ona chce kupić piętnastą szminkę – jej sprawa. Oczywiście pod warunkiem, że nie oznacza to zaniedbywania wspólnych zobowiązań. Bo autonomia nie oznacza: „Robię, co chcę, a ty się martw”. Autonomia oznacza: „Odpowiadam za swoje decyzje i szanuję twoje”.

A CO, JEŚLI ZARABIAMY ZUPEŁNIE RÓŻNE PIENIĄDZE?

Tutaj pojawia się kolejny psychologiczny problem. Czy jeśli zarabiam dwa razy więcej, mam dwa razy więcej prawa? Nie. Dochód nie jest miarą wartości człowieka. I nie powinien automatycznie decydować o sile jego głosu w związku. Jeżeli jedna osoba zarabia 30 tysięcy, a druga 8 tysięcy, niekoniecznie sprawiedliwe będzie wymaganie od obu identycznego wkładu procentowego w każde wspólne zobowiązanie. Jeszcze ważniejsza jest sytuacja, w której jedna osoba zarabia mniej dlatego, że wykonuje ogromną ilość pracy niewidzialnej. Opieka nad dziećmi. Dom. Organizacja życia. Wspieranie kariery partnera. To też jest wkład. Nie dostaje się za niego przelewu na konto. Ale bez niego często nie byłoby możliwe osiąganie dochodów przez drugą osobę.

DLACZEGO KŁÓCIMY SIĘ O PIENIĄDZE, ZAMIAST ROZMAWIAĆ O POTRZEBACH?

To chyba najważniejsze pytanie. Jeśli ona chce wydać 1000 złotych na weekendowy wyjazd, a on nie chce, mogą zacząć się argumenty. „To bez sensu”. „Wcale nie”. „Przepłacimy”. „Życie jest krótkie”. „Musimy oszczędzać”. „Zawsze tylko oszczędzasz”. „Ty zawsze wszystko wydajesz”. I po piętnastu minutach nie wiadomo już nawet, od czego zaczęła się rozmowa. Tymczasem można zapytać: „Co jest dla ciebie ważniejsze – bezpieczeństwo czy doświadczenie?”. I nagle zaczyna się zupełnie inna rozmowa. Ona może powiedzieć: „Potrzebuję poczuć, że żyjemy, a nie tylko pracujemy”. On: „Potrzebuję wiedzieć, że mamy zabezpieczenie na sześć miesięcy”. I nagle okazuje się, że oboje mówią o potrzebach. Nie o pieniądzach. O potrzebach.

PIENIĄDZE SĄ CZĘSTO KONFLIKTEM O WOLNOŚĆ

Rozrzutność bywa próbą odzyskania wolności. Skrajne oszczędzanie bywa próbą odzyskania kontroli. To bardzo ciekawy paradoks. Jedna osoba mówi: „Nie będziesz mi mówił, na co mam wydawać”. Druga: „Nie pozwolę, żebyś zniszczyła nasze bezpieczeństwo”. Oboje walczą. Jedno o wolność. Drugie o bezpieczeństwo. A przecież w zdrowym związku jedno nie musi eliminować drugiego. Możemy mieć wspólny fundusz bezpieczeństwa i własne pieniądze. Możemy planować wakacje i czasami zamówić absurdalnie drogą kolację. Możemy oszczędzać na mieszkanie i kupić sobie coś tylko dlatego, że sprawia nam przyjemność. Dorosłość polega między innymi na tym, że potrafimy pomieścić sprzeczności.

NIE KAŻDY KONFLIKT TRZEBA ROZWIĄZAĆ. NIEKTÓRE TRZEBA ZROZUMIEĆ

To zdanie bardzo lubię w kontekście związków. Bo czasami próbujemy stworzyć partnera idealnego. „On powinien nauczyć się wydawać”. „Ona powinna nauczyć się oszczędzać”. Tylko że być może nie chodzi o to, żeby jedno stało się kopią drugiego. Może chodzi o wzajemne uczenie się. Oszczędny może nauczyć rozrzutnego: „Nie musisz wydawać wszystkiego dzisiaj”. Rozrzutny może nauczyć oszczędnego: „Nie musisz odkładać życia na później”. Jedno może powiedzieć: „Pomyślmy o przyszłości”. Drugie: „Dobrze, ale nie zapominajmy o teraźniejszości”. To może być bardzo dobry związek. Nie mimo różnic. Właśnie dzięki nim.

KIEDY FINANSE STAJĄ SIĘ PRZEMOCĄ

Jest jednak granica, której nie wolno romantyzować. Jeżeli jedna osoba wykorzystuje pieniądze do podporządkowania drugiej, nie mówimy już o „różnych stylach finansowych”. Jeżeli kobieta musi prosić o pieniądze na podstawowe potrzeby. Jeżeli nie ma dostępu do wspólnych środków. Jeżeli partner kontroluje każdy zakup. Jeżeli zabrania jej pracy. Jeżeli zabiera jej wynagrodzenie. Jeżeli celowo ją zadłuża. Jeżeli grozi jej odcięciem od pieniędzy. To nie jest troska. To może być przemoc ekonomiczna. I tutaj bardzo ważna jest świadomość: przemoc nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ktoś krzyczy. Może zaczynać się od odbierania komuś prawa do samodzielnego decydowania. A pieniądze są jednym z najskuteczniejszych narzędzi takiego podporządkowania.

JAK ROZMAWIAĆ O PIENIĄDZACH, ŻEBY NIE ZAMIENIĆ ROZMOWY W PROCES SĄDOWY?

Można zacząć bardzo prosto. Nie od: „Ty zawsze wydajesz za dużo”. Nie od: „Ty jesteś skąpy”. Nie od: „Ty nie umiesz gospodarować”. Tylko od: „Chciałabym porozmawiać o tym, co pieniądze znaczą dla każdego z nas”. Potem warto odpowiedzieć sobie wspólnie na kilka pytań: Na co najbardziej lubimy wydawać? Czego boimy się w związku z pieniędzmi? Ile potrzebujemy, żeby czuć się bezpiecznie? Na co chcemy oszczędzać? Jakie wydatki są dla nas wspólne? Jakie chcemy pozostawić osobiste? Czy mamy długi? Czy mamy oszczędności? Czy oboje mamy dostęp do informacji o finansach rodziny? Czy każde z nas ma własne pieniądze? Czy możemy powiedzieć „nie stać mnie” bez wstydu? To są pytania znacznie ważniejsze niż: „Dlaczego kupiłaś tę sukienkę?”.

FINANSE MOGĄ BYĆ MIEJSCEM BLISKOŚCI

To może zabrzmieć dziwnie. Ale pieniądze naprawdę mogą zbliżać. Wspólne oszczędzanie na dom. Planowanie podróży. Kupowanie pierwszego mieszkania. Odkładanie na edukację dzieci. Inwestowanie w przyszłość. Nawet wspólne postanowienie: „W tym roku chcemy mniej pracować i więcej żyć”. To wszystko są rozmowy o pieniądzach. Ale jeszcze bardziej są rozmowami o wspólnym życiu. I może właśnie tutaj znajduje się najważniejsza rzecz. Nie chodzi o to, żeby para miała identyczny stosunek do pieniędzy. Chodzi o to, żeby potrafiła stworzyć wspólną opowieść. „Po co nam te pieniądze?” Jeżeli odpowiedź brzmi: „Żeby mieć więcej”, to warto zapytać: „Więcej czego?”. Więcej bezpieczeństwa? Więcej wolności? Więcej czasu? Więcej doświadczeń? Więcej możliwości? Więcej spokoju? Dopiero wtedy pieniądze zaczynają być narzędziem, a nie celem.

NA KONIEC: ZRÓBMY MAŁY EKSPERYMENT

Dziś wieczorem, zamiast pytać partnera: „Ile wydałeś?”, zapytaj: „Na co najbardziej chciałbyś wydawać pieniądze, gdybyś nie musiał się niczego bać?”. A potem odpowiedz na to samo pytanie. Możecie się zdziwić. Być może on powie: „Na podróże”. A ty: „Na dom”. Albo odwrotnie. Może ona powie: „Chciałabym mieć poczucie, że zawsze dam sobie radę”. A on: „Chciałbym przestać pracować tak dużo”. I nagle rozmowa o pieniądzach stanie się rozmową o życiu. A to właśnie jest moment, w którym finanse przestają być trzecim człowiekiem w związku. Stają się narzędziem dwojga ludzi, którzy próbują wspólnie odpowiedzieć na bardzo stare pytanie: Jak chcemy żyć? Bo pieniądze same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nie kochają. Nie zdradzają. Nie przytulają. Nie dają sensu. To my nadajemy im znaczenie. I właśnie dlatego warto nauczyć się z nimi rozmawiać. Nie tylko z bankiem. Nie tylko z księgową. Nie tylko z aplikacją bankową. Przede wszystkim ze sobą. Bo czasami najdroższą rzeczą, jaką możemy stracić przez pieniądze, nie jest kilka tysięcy złotych.

Jest nią zaufanie.

TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay

Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛https://buycoffee.to/przypadki-milosne

Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt” Finanse w związku „(kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.