Bycie kobietą to dar, ale też ciężar – szczególnie w kulturze, w której przez wieki kobiecość traktowano jak coś grzesznego, podejrzanego, a czasem wręcz nieczystego. Kościół, zamiast celebrować różnorodność stworzenia, wdrukował pokoleniom kobiet poczucie winy za ciało, cykl, pragnienia i… za samo istnienie. Ten wstyd stał się tak powszechny, że wiele z nas nawet nie zauważa, kiedy myśli i mówi o sobie językiem opresji. A przecież w XXI wieku naprawdę mamy prawo powiedzieć: „dość”.
Warto przyjrzeć się temu, jak religia przez stulecia kształtowała wstyd płci żeńskiej – i jak dzisiaj możemy go wreszcie odrzucić, odzyskując poczucie wolności i godności. To nie tylko prywatna sprawa – to kwestia społeczna, kulturowa i psychologiczna.
Kościół, który bał się kobiety
Od wieków Kościół katolicki, podobnie jak wiele innych instytucji religijnych, traktował kobietę jako zagrożenie. To przecież Ewa „kusiła” Adama i przez nią grzech miał wejść na świat. To kobiecość obwiniano za upadek, za nieczystość, za to, że ciało pragnie. Już w tym micie źródłowym zapisano, że kobieta jest winna.Nieprzypadkowo w historii Kościoła znajdziemy tyle wypowiedzi świętych ojców, które brzmią dziś jak mizoginiczne manifesty. Kobieta to „brama diabła”, „słabsze stworzenie”, „naczynie grzechu”. Takich cytatów jest mnóstwo – i przez wieki były traktowane jako prawda objawiona.Czy dziwi więc, że kolejne pokolenia kobiet wstydziły się swojej miesiączki, piersi, pragnienia bliskości czy po prostu własnego „ja”? Skoro instytucja, która miała mówić w imieniu Boga, przez wieki powtarzała: „jesteś gorsza”, to wstyd i poczucie winy stawały się nieodłączną częścią kobiecej tożsamości.
Miesiączka jako „nieczystość”
Do dziś w języku religijnym, a czasem i w potocznych powiedzonkach, pokutuje traktowanie okresu jako „czegoś wstydliwego”. Kobieta, która miesiączkuje, miała nie podchodzić do ołtarza, nie mogła być „godna” dotknąć świętości.Wielu z nas – nawet jeśli nie jesteśmy dziś praktykujące – nosi w sobie te stare komunikaty. I tak młoda dziewczyna, zamiast uczyć się, że cykl to znak zdrowia, że to rytm życia i potencjału, chowa podpaski do kieszeni jak kontrabandę. Dorosła kobieta, zamiast mówić o swoim ciele z dumą, milknie zawstydzona, bo „nie wypada”.
Seksualność pod kluczem
Kolejnym obszarem, w którym Kościół zawstydzał kobiecość, była seksualność. Kobieta, która pragnęła, była grzeszna. Kobieta, która rodziła dzieci bez ślubu, była napiętnowana. Kobieta, która mówiła o orgazmie – w ogóle nie istniała w kazaniach czy naukach.„Cnota” oznaczała czystość seksualną. A wartość kobiety sprowadzano do tego, czy „zachowała się” przed ślubem. Do dziś echo tego słychać w rodzinach: „bądź grzeczna, nie prowokuj, nie przesadzaj”. A przecież mężczyźni nie słyszeli takich samych słów – ich pragnienia były traktowane jak naturalne.To właśnie jest rdzeń dyskryminacji: męskość jako norma, kobiecość jako problem.
Jak rozpoznać w sobie wdrukowany wstyd?
Często słyszę od kobiet: „ja wcale nie czuję się gorsza przez Kościół”. A jednak kiedy drążymy głębiej, okazuje się, że nosimy w sobie całe pakiety przekonań. Oto kilka pytań, które warto sobie zadać:Czy mówię o swoim ciele z dumą, czy raczej z zakłopotaniem?Czy menstruacja to dla mnie naturalny rytm, czy powód do wstydu?Czy wierzę, że mam prawo do przyjemności seksualnej, czy raczej mam poczucie winy, gdy o niej myślę?Czy czuję, że moje pragnienia są równie ważne jak męskie?Jeśli w którymkolwiek momencie pojawia się cień wstydu – to znak, że echa dawnych nauk nadal siedzą w naszej psychice.
Odpowiedzialność pokoleń
Nie chodzi o to, by wskazywać palcem i obwiniać wyłącznie Kościół. To także nasze babki i matki, które – wychowane w tych schematach – przekazywały je dalej. Często w dobrej wierze, chcąc uchronić swoje córki przed „złym światem”.Ale właśnie teraz możemy przerwać ten łańcuch. Bo inaczej nasze córki i wnuczki będą nosić dokładnie ten sam wstyd, którego doświadczyłyśmy my.
Jak odzyskać dumę z kobiecości?
1. Nazwij opresję. Powiedz głośno: to nie jest moje, to mi narzucono.
2. Ucz się historii kobiet. Poznaj dawne kapłanki, uzdrowicielki, artystki – kobiety, które miały moc, a które zostały wymazane z narracji.
3. Mów o ciele normalnie. Nie chowaj się, nie zniżaj głosu, gdy mówisz o okresie czy seksualności.
4. Twórz wspólnotę. Rozmawiaj z innymi kobietami – bo dopiero razem odczarowujemy wstyd.
5. Znajdź własną duchowość. Jeśli czujesz potrzebę kontaktu z sacrum – poszukaj go poza instytucjami, które odbierały ci godność.
Kobiecość nie potrzebuje rozgrzeszenia
Najważniejsze jest zrozumienie, że bycie kobietą nie wymaga rozgrzeszenia. Nie musimy nikogo przepraszać za swoje ciało, swoją krwistość, swoje pragnienia. To, że przez wieki Kościół próbował uczynić z kobiety istotę gorszą, nie oznacza, że mamy w to wierzyć dziś.Kobiecość to siła, która przez tysiące lat była tłumiona, a teraz domaga się głosu. A ten głos jest mocny, donośny i – wbrew wszystkiemu – pełen radości.
TEKST: Anna Skoczek, Violetta Nowacka
ZDJĘCIE: Pixabay
Jeśli podoba Ci się to, co robimy, lubisz nas słuchać i czytać, możesz postawić nam kawę ☕️ za każdą z nich gorąco dziękujemy 💛https://buycoffee.to/przypadki-milosne
Artykuł powstał na podstawie odcinka podcastu Przypadki miłosne pt „Wstyd płci”(kliknij, żeby posłuchać). Podcast o miłości dostępny jest na największych platformach streamingowych. Zachęcamy do słuchania, pozostawiania komentarzy i subskrybowania kolejnych odcinków.
Sprawdź ofertę gabinetu psychologicznego Psycholodzy i Psychoterapeuci Poznań – SELF Psychoterapia https://share.google/LP8dpIg9ZZw3LDvkJ

